To jedyna kategoria, która z USA ma raczej mało wspólnego i dotyczy głównie rzeczywistości widzianej z perspektywy Polski. Wrzucam ją z dwóch powodów.

Pierwszy: poziom mojego zniecierpliwienia facebookiem jest na tyle duży, że musiałem znaleźć sobie miejsce gdzie mogę zarchiwizować co lepsze posty z prywatnej tablicy. Tak na wszelki wypadek, gdybym któregoś dnia doszedł do wniosku, że czas mi uciekać z tej upiornej scenografii połączonych filmów „Truman Show” i „Dzień Świstaka”. Szkoda byłoby mi stracić te 10 lat siania liter w przestrzeniach social media.

Drugi – wszystko co udostępniałem na tablicy zawsze było ograniczone do grona znajomych. Mam wśród nich osoby nieprzypadkowe i chociaż zestaw jest pod niektórymi względami egzotyczny to nie zdarzyło się jeszcze, by Ci pozornie niepowiązani, reprezentujący skrajnie różne profesje i poglądy ludzie, skoczyli sobie do gardeł. Miałem kilka razy prośbę o upublicznienie posta ale to trochę jakbym między lubianych ludzi wpuszczał obcy element. Z tego bloga jak ktoś zechce dwoma kliknięciami można puszczać treści dalej, a ja będę spał spokojnie, że ewentualna awantura będzie się działa poza moją tablicą i nie dotknie nikogo ze znajomych.

Jest jeszcze jeden ukryty powód – często konfrontuję się z tym, co piszę o USA z tym, co w przypływie frustracji wrzucam na facebook. Lepszego miejsca dla zderzenia się ze sobą tych dwóch rzeczywistości w otaczającej przestrzeni nie znajdę. A potrzebuję takiego miejsca czasami bardzo dla własnej równowagi. Od ostatnich wyborów w szczególności.