Od dawna nie rozmawiałem powoli, tak by smakować sobie każde słowo. Napędzony napieprzającym telefonem oraz biegającymi wkoło ludźmi odkrywam każdego dnia, że porównanie nas do owiec ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Napędzamy się wzajemnie w stadzie. Jeden news, jedna plotka i całe stado pędzi po jakimś uśrednionym wektorze przed siebie aż do zadyszki albo chwili, gdy ktoś połamie sobie nogi. Zapomniałem o tym jak wielką radość sprawia chwila, gdy można się zatrzymać i porozmawiać tak naprawdę. Słowa są wtedy dodatkiem, resztę czytasz w oczach.

Stary popatrzył gdzieś za mną lub przeze mnie.

-‚Artur, we Navajo, have a word hozho. It means inner peace and harmony, and it means making the most of all, that surround us. It reffers to a positive, harmony, happy environment that must be constantly created by thought and deed’ – poczułem, że teraz mówi już do mnie, a nie szuka słów wyławiając je z przestrzeni -‚Thought and deed, Artur. It might be the serenity and calm you sense when you discover the Milky Way in a clear, night sky. Or the freedom you feel as you take in the panorama of the Monument Valley. Or anywhere else. Hozho may explain it best.’

Spojrzał mi w oczy po chwili wspólnego cieszenia wzroku horyzontem. Sekunda, może minuta.

-‚You are looking here for a balance, all of you, but when you back home you realise, that this is the only thing, that cannot be taken. The only way to live in balance is to start to build it from your own. When achived once, all around will change, because of need to be the part of you. Words won’t change the world. Only your thoughts and deeds.