Taka ciekawostka z ostatnich dni, która prawie mi umknęła. Astronomowie z Nowej Zelandi poinformowali 19 czerwca, że znaleźli nowe „coś” i tak zasadniczo to chyba nawet ciekawe to jest. Dane przez nich przedstawione potwierdzone zostały trzy dni później przez obserwatorium w RPA, ale były dość skromne. Dość powiedzieć, że były plamką na jakiś obszarze, w który patrzył teleskop. Sęk w tym, że plamką, której tam być nie powinno.

Astronomowie chcąc rozwikłać zagadkę zaczęli zerkać na stare dane z obserwacji. Wspomniany fragment nieba monitorowany był wcześniej w ramach programu Dark Energy Survey, który był prowadzony przy użyciu 4-metrowego teleskopu Blanco w Cerro Tololo Inter-American Observatory w Chile w latach 2013–2019. Dzięki zebranym wtedy danym udało się potwierdzić zgrubsza trajektorię tego obiektu, choć nadal funkcjonował on pod pojęciem „cosia”. Może planeta karłowata, może planetoida, a może kometa.. No jakieś bliżej nieokreślone „coś” 

Obrazy, które udało się uzyskać kilka dni temu w 100% potwierdziły, że wokół obiektu tworzy się coma czyli gazowa otoczka, mamy więc do czynienia z całą pewnością z kometą. Póki co jest dość daleko, bo drugie tyle, co dzieli Saturn od Słońca, ale.. w okolicy Saturna będzie już za kilka lat, bo w styczniu 2031r.

Na dziś wszystkie znaki na niebie wskazują, że C/2014 UN271 (bo tak się w rejestrze wspomniany obiekt już nazywa) po osiągnięciu Saturna prawdopodobnie zacznie wracać do obłoku Oorta (stamtąd pochodzi), chociaż tu nie ma jeszcze pewności co do pełnego przebiegu jej trajektorii. Jeżeli zdecyduje się na lot dalej może nas czekać widowisko stulecia. Rozmiar tej komety przekracza 100km średnicy, a to trzykrotnie więcej niż najbardziej spektakularne zjawisko na niebie ostatnich kilkudziesięciu lat czyli kometa Hale-Boppa (dla porównania Neovise z ubiegłego roku miała jedynie 5km). Ta różnica w rozmiarze przełoży się na to, że wspomniana będzie miała warkocz rozpościerający się na połowę nocnego nieba.

To także historycznie rzadki widok, bo z racji cykliczności pojawiania się komet ten ulepek skał i lodu przelatuje tutaj co 600 tysięcy lat. Ostatni raz gdy tu nas odwiedzał, nasz najdawniejszy przodek Homo Erectus (tudzież Ergaster, nie jestem tego pewien) bardzo cieszył się ze swojego nowego wynalazku z postaci rozniecania ognia, dzięki któremu skupił się na łowiectwie. Nie było to polowanie na jaszczurki, a wymagające sprytu oraz dużego intelektu Antylopy, które były podstawą jego diety. W grupie miał wykształcone struktury społeczne typu ludzkiego, oparte na rodzinach monogamicznych, zakazie kazirodztwa i podziale pracy według płci i wieku. Co więcej zaczynał organizować przestrzeń przeznaczając w obozowisku miejsce na wytwarzanie narzędzi, obróbkę kości czy przygotowanie pokarmów. No trochę się u nas od tego czasu zadziało.

Wyobrażasz sobie? Ogon na pół nieba. Dobrze, że nie jesteśmy już zabobonni. Że nikt nie łączy ubiegłorocznej komety C/2020 F3 NEOWISE z jakimiś chorobami, wulkanami czy powodziami, bo przecież by nam tutaj świat zwariował 😉

„Osiem złośliwych efektów kometa przynosi

Wiatr, niepłodność, narody cne powietrzem kosi

Powódź, wojny, ziemi straszne się trzęsienie

Śmierć wodzów i bogatych, królestw w proch zniesienie.

Za czym trzeba dobroci boskiej z nieba żebrać

By raczyła gwiazd złości tu od nas odebrać.

A przepuścić na karki krnąbrne otomańskie

Na meczety, hardość i błędy pogańskie.”

Kasper Stanisław Ciekanowski „Abryz Komety z astronomiczney y astrologiczney uwagi pod meridianem krakowskim od dnia 29 Grudnia roku 1680 aże do pierwszych dni Lutego 1681 wyrachowany”

social media:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.