Ta ryba na zdjęciu* to taka (między innymi) bałtycka rybka – Tasza. Ładne imię, prawda? Wizualnie Taszy raczej nikt tu nie pokocha, a tym bardziej mało kto spodziewałby się, że można Taszę jeść. To właściwie nie jedna ryba, a cała grupa złożona z 27 gatunków, w których ledwie kilka przekracza pół metra długości. Mówi się o niej, że jest z rodziny skorpenokształtnych , w którym to rzędzie mieszczą się wszystkie promieniokształtne. W tym popularna w akwariach morskich ognica rogata. Mała najeżona cholera, która na końcach tych rogów ma gruczoły jadowe.

W rodzinie taszowatych wychowywaniem dzieci zajmuje się samiec – buduje gniazdo, zazwyczaj przez kilka tygodni dogląda kilkuset tysięcy ziaren ikry porzuconych przez matkę i czeka aż całe jego przedszkole przyssie się mu do skóry. Przez jakiś czas pływa z tymi małolatami na karku i (najprawdopodobniej) uczy je jak sobie radzić w trudnych bałtyckich warunkach.

Tasza na bałtyckiej dzielni ma swoją kswykę, bo nazywana jest zającem morskim. To jedna z najbardziej pożytecznych ryb i potrzebnych człowiekowi ryb. Gdzie? Norwegowie na ten przykład kochają ją nad życie, bo pomaga im przy hodowli Łososi. Łososie hoduje się zazwyczaj w kojcach zlokalizowanych przy brzegu czy w głębi fiordów. Dzięki temu Łosoś nie pływa w sztucznym stawie, a realnym akwenie z dostępem do prawdziwego morza. To połączenie z morskim ekosystemem daje oczywiście rybce stempelek ECO, ale wiążę się też z różnorakimi zagrożeniami, z czego jednym z nich stały się widłonogi. Widłonogi to takie skorupiaki, które wchodzą w skład planktonu. Choć w naturze nie gustują w Łososiowatych, to akwakultury potraktowały jako fantastyczne źródło pokarmu. Od chwili, jak stołowanie się przez widłonogi w hodowli Łososi stało się powszechne hodowcy zaczęli mówić o wszach łososiowych, a te niepozorne skorupiaki zaczęły skutecznie dewastować sprawny, działający od wielu lat biznes. Chemii nie zastosujesz, bo ryba nie będzie już eko, więc próbowano z gatunkami planktonożernymi. Wieloryby były za duże. Próbowano radzić sobie przy wykorzystaniu pielęgnicowatych, ale to raczej ciepłolubne gatunki i w realiach Morza Północnego radziły sobie kiepsko. Ktoś tam jednak chwilę pomyślał i przyniósł zająca morskiego. Od tego czasu trwa równowaga w biznesie – widłonogi, będące składową planktonu wpadają z wodą morską do Łososi, zjadają je tam zające morskie, a Łosoś rośnie zdrowy i trafia na talerz bogatszej Europy.

Co jeszcze robi Tasza? Kawior robi. Niemcy tak bardzo zazdrościli tej oryginalnie strawy rosyjskiej biedoty, że musieli sobie wynaleźć swoją ubermenszową odmianę. Z racji tego, że dziewczyny Taszy składają do 350.000 ziaren ikry, to ktoś tam spróbował jak ta ikra smakuje. Dzięki jakiemuś zdesperowanemu Niemcowi mamy dziś na rynku coś takiego jak kawior niemiecki – kolorowy, barwiony, o bardzo drobnych ziarenkach. Następnym razem jedząc sushi będziesz już wiedział, że ta zielona lub czerwona posypka na rolce to jajka zająca morskiego. Tylko w smażalni taszy raczej nie kupisz – mięso dziewczyn jest podobno niesmaczne, ale to nie zmienia faktu, że poławia się tę rybkę masowo. Po co? Bo można z niej przygotować dobrą paszę dla zwierząt gospodarskich. Na Bałtyku specjalizują się w tym głównie Niemcy.

To skąd ta chora nazwa Zająca Morskiego? To też ciekawa historia. Taszowate w drodze ewolucji przekształciły sobie płetwy brzuszne w przyssawkę, bo dzięki niej łatwiej jest im żyć w strefie przybrzeżnej. W miejscach, gdzie pływy są bardziej widoczne można spotkać Taszowate, jak siedzą przyssane do kamieni czekając na przypływ. Niczym zające łypiące na to dziwne powietrzne otoczenie wielkimi oczami. Pewnie się zastanawiasz skąd się wzięły na tym brzegu? Najprawdopodobniej zapędziły się w pogoni za meduzami. Tak, to, że udało Ci się nie poparzyć w Bałtyku od pływającej galaretki to w jakimś stopniu jest ich zasługa, bo parzydełkowce szarpią jak Reksio boczek. Gdy następnym razem przyssie Ci się coś takiego do palca i będzie patrzeć smutnym wzrokiem, to potraktuj Taszę z należnym szacunkiem. Zapewne tata jest gdzieś w okolicy i czeka, aż się mu zguba odnajdzie.

* zdjęcie z internetu, nie znam autora i z góry go przepraszam.

social media:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *