Ta niebiesko biała plama w stanowym parku Dead Horse w Utah to kopalnia soli potasu (dokładniej potażu, czyli różnych soli zawierających potas). Depozyty tego pierwiastka znajdowane są na całym świecie. To co wyróżnia tą ‚kopalnię’, to metoda górnicza.

Amerykanie, by oszczędzić sobie pracy ludzkiej i związanych z tym przyjemności (od wysokich kosztów utrzymania kopalni po związkowców dopominających się o 15 pensję), pompują pod ziemię wodę, która rozpuszcza pokłady zalegające na głębokości ok. 1000m. Solankę w tej formie następnie wylewa się do wielkich basenów, które słońce odparowuje pozostawiając gotowy produkt. Całość następnie zbierana jest przez spychokoparki, pakowana na ciężarówki i poddawana dalszej obróbce już poza terenem tej „kopalni”. Co ciekawe proces jest w dużym stopniu bezobsługowy, bo urządzenia poruszają się w pełnej automatyce, naprowadzane są laserami i główna część obsługi tej kopalni polega na utrzymaniu tych maszyn w ruchu.

Niebieski kolor dodawany jest sztucznie, by zwiększyć odparowanie. W warunkach Utah efektywna produkcja odbywa się przez prawie trzysta dni w roku, bo przez taki okres ten stan, znany głównie z mormonów i wielkiej ilości kanionów, ma dni słoneczne. Wydajność tej metody robi wrażenie, bo w słonecznych warunkach Utah dziennie wydobywa się tą metodą od 700 do 1000 ton potasu, chociaż to złożony i długotrwały proces. Wpompowania pod ziemię dziś gorąca woda zwróci się w postaci soli po około 300 dniach. Złoże jest na tyle duże, że szacuje się jego zasobność na ok.120 lat wydobycia.

A po co to komu? Na roślinki. To trzeci co do istoty składnik nawozów wszelakich, zaraz po azotanach i fosforanach. Poza tym jako suplement diety, bo bez potasu nasze neurony mają problemy z przewodzeniem sygnałów oraz do podobno bezbolesnej eutanazji w formie zastrzyków. Nie potwierdzam, bo tego ostatniego jeszcze nie próbowałem.

Cały teren kopalni wykorzystywany jest do pozyskiwania energii słonecznej, magazynowania energii cieplnej oraz wykorzystywania tego ciepła do ogrzewania w procesach towarzyszących produkcji (bo woda pompowana pod ziemię powinna być ciepła, by efektywniej rozpuszczać sole, a grzechem marnotrawstwa byłoby grzać ją dodatkowo jakimś zewnętrznym źródłem).

Amerykanie jednak potrafią w to ‚go green”, tylko im potrzeba podawać te nowinki w formie interesu, który się opłaca. Nie ustawowego przymusu.

social media:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *